Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził 18.11.2023 Polscy piłkarze po remisie z Czechami 1:1 stracili szansę na bezpośredni awans na mistrzostwa Europy 2024. Teraz pozostaje się łudzić, że będzie lepiej w wiosennych barażach, ale żeby pojechać do Niemiec, trzeba będzie wygrać dwa mecze i to wcale nie ze słabszymi
Jeśli wylogujesz się ze swojego konta, ciasteczka logowania zostaną usunięte. Jeśli zmodyfikujesz albo opublikujesz artykuł, w twojej przeglądarce zostanie zapisane dodatkowe ciasteczko. To ciasteczko nie zawiera żadnych danych osobistych, wskazując po prostu na identyfikator przed chwilą edytowanego artykułu.
Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził ;) Zdecydowanie największą wadą telefonu jest jego głośnik. Przy rozmowie nie przeszkadza to tak bardzo, ale już np przy słuchaniu muzyki głośnik sprawia wrażenie, jakby zastanawiał się, czy ma popełnić samobójstwo.
Niby człowiek wiedział, ale jednak trochę się łudził. Richard Burns Rally nadal będzie siedzieć na tronie gier rajdowych, tym bardziej z najnowszą jego aktualizacją. Seria „EA WRC” ma zadatki na stanie się taśmowcem, który przetestuje cierpliwość graczy na serwowanie im tego samego kilka razy.
Robimy Startupy w Łodzi, dzięki! We wtorek miałem przyjemność wystąpić przed tą fantastyczną społecznością z prezentacją na temat tworzenia i weryfikowania…
Armchair aerospace & defense dillettante. Discourse linguist. AvPhotog-wannabe @TheAviationist / DefensePhoto dot com / @defence24pl / pvt views only / FUBAR
"Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził. Tak najprościej i w ironiczny sposób można skomentować pierwszy mecz reprezentacji Polski na mistrzostwach świata w Katarze", mówi w rozmowie z portalem tvrepublika.pl szef redakcji sportowej naszej stacji Rafał Kacprzak.
Odpowiedź do zaginionego komentarza Magdalena Zalewska, MBA - tak to prawda, nie mogę znaleźć Pierwszy raz brak mi słów Dałbym teraz parę stów, Bo z mej…
Pętla masy może powstać jak zasilacz i w tym całe urządzenie podlega zerowaniu lub uziemieniu. Robiąc zerowanie lub uziemienie nie możesz się pozbyć pętli masy, a co najwyżej może ona powstać. To co o czym piszesz to mowa o torze sygnałowym w momencie kiedy przesyłasz dźwięk np.z lapka do wzmacniacza można zastosować filtr, któ
Niby człowiek wiedział, a jednak się łudził, że lewaki i KODziarze (albo przynajmniej część z nich) odbiorą ostatnie wydarzenia jako zagrożenie dla wolności słowa. A gdzie tam! Cieszą się oni do rozpuku i proszą o więcej represji dla Trumpa i prawicy.
YDX2N. • poniedziałek, 14 września 2020 19:49 Kojarzycie tego mema z nosaczem sundajskim (robiącym furorę w sieci zwykle po meczach polskiej reprezentacji), na którym widnieje hasło „Niby człowiek wiedzioł, a jednak trochę się łudził”? Dokładnie takie odczucia towarzyszyły mi podczas seansu filmu „After 2”, który zadebiutował w ten weekend w naszych kinach. Dziękujemy, że wpadłeś/-aś do nas poczytać o filmach i serialach. Pamiętaj, że możesz znaleźć nas, wpisując adres Jeśli ktoś z widzów rozumie (lub choćby rozumiał w wieku gimnazjalno-licealnym) fenomen serii filmów „American Pie”, a do tego jest w stanie nadążyć za fenomenem takich produkcji jak „50 twarzy Greya”, czy „365 dni”, to mniej więcej wie, czego może się spodziewać po „After 2″, który w miniony weekend zadebiutował na ekranach polskich kin. Problem z filmem Rogera Kumble’a jest jednak taki, że ze wspomnianych wyżej produkcji czerpie wszystko, co najgorsze, ledwie muskając wątki, sceny i klimat, które zapewniłyby mu sukces (choć w to, że film przyciągnie do kin masę żądnych „gorących” wrażeń nastolatków, akurat nie wątpię). „After” i jego kontynuacja czerpią z „50 twarzy Greya” wszystko co najgorsze Ale po kolei. Jeśli ktoś nie widział pierwszej odsłony „After” (oba filmy to adaptacja powieści autorstwa Anny Todd), nie musi nadrabiać zaległości przed seansem drugiego okrążenia tej serii. Fabuła jest bardzo czytelna, wyjaśniona, a przy tym mocno przewidywalna. Nawiasem mówiąc, i tej drugiej części oglądać nie warto, ale o tym za chwilę. Tak czy inaczej, jeśli ktoś znajdzie się już w kinie, powinien przygotować się na skok w naszkicowaną rzeczywistość wchodzących w dorosłość Amerykanów, którzy po skończonych szkołach ruszają z impetem do korporacji, by tam jako trybiki w maszynie spełniać się zawodowo i zarabiać na weekendowe drinki i imprezowanie. Opowieść oparta jest o losy dwojga młodych osób: Tessy (w tej roli Josephine Langford) i Hardina (Hero Fiennes-Tiffin). Po burzliwym finale pierwszej części dziewczyna chce zapomnieć o chłopaku i próbuje — skądinąd skutecznie — skoncentrować się na karierze w jednym z wydawnictw. Jak łatwo można się domyślić, Hardin jednak szuka i znajduje swoje szanse, a cały wątek okraszony jest kolejnymi wzlotami i upadkami ich relacji. Problemy rodem z „Bravo Girl” i przewidywalność akcji większa, niż w „Trudnych sprawach” Przeczytałam powyższy akapit i brzmi on na tyle poważnie, że ktoś mógłby czuć się zachęcony do choćby dania szansy filmowi Kumble’a. Nic bardziej mylnego. Fabuła w stylu najgorszym z możliwych pokazuje emocje nastolatków, sprowadzając ich do koszmarnych, wyciętych niczym z poradnika w “Bravo Girl” postaw, nad którymi sami zainteresowani ani nie mają kontroli, ani nie mają przesadnej ochoty jej mieć. Dialogi i “zwroty akcji” (cudzysłów, niestety, zamierzony) są tak siermiężne i ciosane tak grubo, że w zasadzie w trakcie filmu można rozpisać je na kilkanaście minut do przodu: wszystkie przewidywania spełniają się co do joty. Jeszcze więcej seksu i taniej psychologii Twórcy filmu próbowali wypełnić fabularne dziury, wpadki i niedociągnięcia scenami seksu. I rzeczywiście w “After 2” zaglądamy razem z bohaterami do łóżka, pod prysznic, na imprezę, na kanapę… Niestety, nawet tutaj główna bohaterka musi zaprezentować widzom (dwukrotnie) swoje majtki z wyeksponowaną nazwą marki, a romantyczne dialogi (z założenia potraktowane jako coś w rodzaju gry wstępnej) są tak sztuczne, że nawet tanie romansidła, chomikowane w latach 90. przez panią kioskarkę pod ladą, wydają się arcydziełem i mistrzostwem precyzyjnej konstrukcji. Czytaj też: „Moda na sukces” i koronawirus: scena „namiętnego” pocałunku z manekinem podbija sieć Owszem, możemy na siłę poszukać pozytywów, co jest jednak zadaniem trudnym. Spróbujmy. Główna bohaterka nie jest szczupłą modelką prosto z magazynów, co może być dobrym sygnałem dla nastolatków, którzy obejrzą ten film (choć już z makijażem Tessa jest zawsze przygotowana, nawet budząc się wcześnie rano w łóżku). Trudne i zagmatwane relacje Hardina ze swoim ojcem pokazane są całkiem zgrabnie, a fakt, że bohater wylewa w końcu swoją żółć wobec nieco zwariowanego taty, daje mu oczyszczenie, a nie frustrację. Ktoś może próbować też doszukać się jakiejś prawdy w tym, jak Tessa odnosi się do swojej matki, a także jak jej nowy kolega Trevor (Dylan Sprouse) zderza się ze swoją samotnością, biorąc na siebie zbyt dużo obowiązków zawodowych. Czytaj też: Jak nakręcić sceny seksu, gdy trzeba zachować dystans? Brytyjczycy mają sposób Jedna scena damskiej bijatyki to trochę za mało, żeby przykuć uwagę widza na dłużej Powiedzmy sobie jednak szczerze: całość jest tak toporna, że odnajdywanie czegoś sympatycznego w „After 2″ przypomina szukanie igły w stogu siana. Żeby było jasne: od tego rodzaju filmów nie oczekuję wielkiego filozoficznego przekazu, okraszonego metafizycznym katharsis i zerknięciem w głąb siebie i swoich relacji. To oczywiste, że podobnie jak wspomniane na początku „American Pie” ma to być prosta, momentami głupkowata opowieść z poczuciem humoru, jakie większość z nas zostawiła na ostatnich osiemnastkach kolegów i własnej studniówce. Niemniej jednak nawet ten względnie pociągający luz, sentymentalna podróż do czasów beztroski i braku odpowiedzialności nie jest przez twórców „After 2″ oddana na tyle dobrze, by można było uwzględnić ją po stronie plusów. Akcja i tempo filmu niestety, również nie powalają. Tak naprawdę jedyna scena, podczas, której na chwilę wstrzymałam rękę w połowie drogi od kubełka z popcornem do ust, to ta, w której główna bohaterka rzuciła się na swoją wredną rywalkę, urządzając małą galę żeńskiego pojedynku MMA. W skrócie, na „After 2” składają się ze dwa dowcipy, które przy dużym miłosierdziu można uznać za w miarę zabawne, ze trzy dialogi, po których nie zgrzytają zęby, no i — to już kwestia gustu — ze dwie całkiem przyjemnie nakręcone sceny erotyczne. To jednak dużo za mało, nawet jak na film, który z definicji ma być prostą historią, a nie wielkim kinem ubiegającym się o największe nagrody artystyczne. Czytaj też: „Mulan”, „After 2” i najważniejsze premiery VOD. Podpowiadamy, co obejrzeć w weekend The post Niby widz wiedział, a jednak trochę się łudził. Niestety: „After 2” jest takim samym gniotem, jak pierwsza część filmu appeared first on . Więcej
Nie od dziś farmaceuci mogą doświadczać pewnej wyjątkowości wśród zawodów medycznych. Zatrudnienie farmaceutów w miejscach głównie finansowanych ze środków publicznych jest niewielkie, a apteka otwarta to twór jednocześnie zależny i niezależny od różnych regulacji dotyczących branży medycznej. Przez lata coraz bardziej apteki upodabniały się do sklepów, a w zasadzie jeszcze bardziej – do dyskontów, bo nikomu apteka nie kojarzy się z luksusem. Ma być szybko i tanio, niekoniecznie dobrze. Zresztą zaskoczenie, że mamy taki stan rzeczy zawdzięczamy również własnemu, zawsze podzielonemu środowisku oraz typowo polskiej tendencji do radości jak sąsiadowi zdycha krowa. Pomimo początkowo negatywnego i pełnego sceptycyzmu podejścia do robienia czegokolwiek innego w aptece niż podawanie pudełek z półki lub szuflady udało się wdrożyć pierwsze usługi. Jak to zwykle bywa, terminy wdrożeń zawsze są na cito, a bywa nawet, że o nowej usłudze dowiadujemy się z telewizji lub innych mediów. Nie dotyczy to tylko naszej grupy zawodowej, choć lubimy patrzeć na siebie przez pryzmat wyjątkowości, szczególnie jeśli można przy tym ponarzekać. Zastanawia mnie, skąd wzięło się u nas takie rozdwojenie jaźni polegające na wypieraniu, jaki charakter ma apteka (placówka handlowa ze specjalistycznym asortymentem) i jednoczesnym braku chęci do zmiany charakteru tego miejsca w kierunku placówki ochrony zdrowia (sprzedaż + usługi). Rozwiązaniem na wszystkie bolączki rynku aptecznego miałyby być wyższe marże na leki refundowane. I tu pojawia się kolejne rozdwojenie jaźni, ponieważ tajemnicą poliszynela jest dopłacanie pacjentom do leków pełnopłatnych i sprzedaż ich poniżej ceny zakupu. Jednocześnie negocjacje wyższych stawek za pracę w aptece często są trudne lub czasem wręcz niemożliwe do uzyskania, kończąc się zmianą miejsca pracy, a nawet zmianą branży. Światełkiem w tunelu zaczęły być usługi, zarówno szczepienia jak i wymazy. Nie jest niczym odkrywczym, że apteki musiały się (praktycznie z dnia na dzień) dostosować do stawianych im wymagań. Sprawa jest o tyle absurdalna, że żyjemy w kraju, gdzie można było się wymazać/zaszczepić w punkcie drive thru lub w namiocie na festynie w środku lata, a w aptece przy ustalaniu wymogów nagle niezbędnym stało się posiadanie umywalki, szatni i osobnego wejścia. Pomimo ponownego stawiania farmaceutów pod ścianą, dostosowaliśmy lub właśnie dostosowujemy lokale, licząc na rozwój usług, co szczególnie w przypadku wymazów, nie było łatwe. Jednak temat COVID-19 już nie jest tak nośny jak jeszcze jakiś czas temu, więc pozostaje nam mieć nadzieję, że wirus jest w odwrocie nieco bardziej zdecydowanym niż przed wyborami prezydenckimi. Usługi typowo „covidowe” należało od początku traktować jako usługi w pewnym sensie sezonowe, które będą się cieszyć zainteresowaniem tylko przez jakiś czas. Jednak inwestycje poczynione w kierunku świadczenia usług, dostosowania lokalu, a także oddelegowania części personelu, były podyktowane wytycznymi stawianymi przez Ministerstwo Zdrowia oraz (wbrew pozorom dość często) troską o zapewnienie odpowiedniej jakości świadczonych usług. Obecnie więc już istnieje konkretna liczba aptek i konkretna liczba farmaceutów gotowych do wykonywania usług medycznych. Marnowanie tego potencjału jest głupotą, więc oczywiście – nie możemy go wykluczyć. Bardzo chciałabym dożyć czasów, gdzie usług będzie więcej i będą wśród nich usługi refundowane, bezpłatne dla pacjenta. Dlaczego akurat te? Sami przyzwyczailiśmy pacjentów do promocji i gratisów. Nie powinien dziwić fakt, że teraz trudno sobie wyobrazić, że zamiast dopłacania do kolejnego opakowania leku nierefundowanego doliczamy opłatę za usługę. Jeszcze trudniej, że na popularność usług wpływać będzie jej jakość, a nie tylko cena.
Wątek dotyczący artykułu Nierówne i falujące granie z obu stron musiało skończyć się tie-breakiem. W 10. kolejce Tauron Ligi siatkarki IŁ Capital Legionovii Legionowo pokonały ŁKS Commercecon Łódź 3:2. 0 9 przeczytaj cały artykuł Legionowiak Brawo Legionovia Legionowo! Bardzo dobrze i zasłużenie pokonały łódzkie ścierwa z ŁKS Łódź! Novia zarazem pomściła porażkę przyjaciółek z Grot Budowlanych Łódź w siatkarskich derbach Łodzi! Novia dawaj! Mam nadzieję, że ten mecz oglądała i z wyniku cieszy się też moja ulubiona (wręcz ukochana) siatkarka, Zuzanna Górecka! Novia, Budowlane i Zuza dawaj! Na kolana cała Tauron Liga przed Legionowem, Budowlanymi i... moją "siatkarska bogini"! blokuj Jan Helak @Legionowiak Jestem z tej półki wiekowej, której dane było oglądać na żywo transmisję z siatkarskiego finału turnieju olimpijskiego w Montrealu 1976 r. i złoty medal Orłów Wagnera, więc kibicem siatkówki jestem od dawna. Wierzę też głęboko, że siatkówka to sport ludzi inteligentnych i dla ludzi inteligentnych, gdzie kibice przeciwnych drużyn szanują się nawzajem, a na mecz można spokojnie przyjść z dziećmi, nie narażając ich na agresję fizyczną ani też na słuchanie chamskich przyśpiewek. Ty zaś do świata siatkówki wnosisz chamstwo i kibolstwo w najgorszym wydaniu, powiadam więc: spieprzaj dziadu z tekstami typu "ścierwo z ŁKS" na Żyletę, tam twoje miejsce. A Zuzanna Górecka zasługuje na lepszego absztyfikanta niż ty. Nie zapominaj zresztą, że za pół roku może zagrać w reprezentacji razem z Martyną Grajber, Zuzą Efimienko i Pauliną Maj. Więc jak będziesz przeżywał orgazmy nad naszą kadrą, nie omieszkam ci przypomnieć, jak nazywałeś niektóre reprezentantki (dotyczy to też Chemika Police) - bo przez net niestety nie da się napluć ci w facjatę, całkiem zasłużenie skądinąd. blokuj Legionowiak @Jan Helak: Nigdy nie wprowadzałem i nigdy nie wprowadzę kibolstwa do środowiska siatkarskiego! Przyznaję, używam i przerabiam w komentarz przyśpiewki z Żylety, by dopingować moją ulubioną i ukochaną siatkarkę, Zuzannę Górecką! Co do tego, czy Zuza zasługuje na mnie czy też mnie, zobaczymy! Zapowiedzieć mogę jedno: skończę z obrażaniem policzanek i ełkaesianek, i będę stosował formę: nie lubię policzanek i ełkaesianek lub nie kibicuję z wiadomych względów policzankom i ełkaesiankom! Nigdy nie dopuszczę, żeby wnosić kibolstwo i zachowania z Żylety na mecze siatkarskie, nawet na mecze, gdzie moja ulubiona i ukochana Zuza Górecka gra! blokuj Legionowiak @Jan Helak: Słuchaj, choć kibicuję Legii Warszawa i Zuzannie Góreckiej, nigdy nie dążę, by robić kibolstwa, choć przesadzam za bardzo! Wiem, że to może spowodować ewentualną utratę u Zuzy, dlatego chcę zmienić się, jeśli chodzi o komentarze! Mam świadomość, że Zuzanna może to czytać i poczytać: Niejaki Legionowiak też mnie pragnie, a zachowuje się jak typowy chłopak z Żylety! Dla niej chcę się zmienić! Kocham Zuzannę Górecką jak Legię Warszawa, sercem i duszą, na dobre i na złe! blokuj Jan Helak @Legionowiak Grzeczny chłopiec. Nawet stać Cię na posypanie głowy popiołem, więc ekspiację przyjmuję. Ale pamiętaj: nadal będę Cię obserwował, naukowo rzecz jasna jako taki psycholog-hobbysta, i zaprawdę Ci powiadam, nie daruję, jeśli złamiesz obietnicę co do końca obrażania innych. Bądź więc konsekwentny i oby nie było z tym tak, jak z tzw. "bojkotem" Legii, który w poniedziałek wszem i wobec ogłaszasz, a we wtorek krzyczysz "Do boju, ukochana ma!". Trzymam za słowo! blokuj Jan Helak @Legionowiak Przeczytałem obie Twoje odpowiedzi i dałem Ci kciuk w górę, ale pamiętaj - na razie to na kredyt. Dotrzymaj słowa! blokuj Legionowiak @Legionowiak Do Helaka! Dzięki, że mnie teraz zrozumiałeś! blokuj Dodaj swój komentarz Zaloguj się aby dodać komentarz lub Komentarze dodawać mogą tylko użytkownicy zalogowani. Musisz być zalogowany. Aby wykonać akcję musisz się zalogować. Wystąpił błąd Błąd żądania AJAX Możesz formatować tekst komentarzy! Możesz używać następujących sposobów żeby zwiększyć przejrzystość Twoich komentarzy lub otagować je tagami zawodników lub drużyn: @nazwa tagu - umieszcza link do tagu zawodnika, drużyny, itp. [b]tekst[/b] - pogrubienie tekstu [i]tekst[/i] - pochylenie tekstu [quote]tekst[/quote] - formatowanie jako cytat Ten komentarz widzą tylko osoby obserwujące jego autora, odpowiedzi także będą widoczne tylko dla autora i obserwujących go osób. Komentarze w tej dyskusji są widoczne tylko dla użytkownika z pół-banem i obserwujących go osób. Ocena została zapisana. Dziękujemy za ocenienie komentarza. Twoja opinia jest dla nas niezwykle ważna, pozwala bowiem dbać o poziom dyskusji i promować najlepsze treści dostarczane przez naszych Czytelników. Czy chcesz zgłosić, że ten komentarz powinien zostać usunięty? Jaki błąd znalazłeś w tej treści?
Niby człowiek wiedział, ale się łudził… tak- łudziłem się, że tym razem w obliczu tak przerażających i nieprawdopodobnych wydarzeń Polacy nie pokażą swoich najgorszych cech. Bo o ile w solidarność nas, Polaków nigdy nie wątpiłem i byłem przekonany, że w duchu społecznego zrywu, wszyscy jak jeden mąż ruszą Ukraińcom z pomocą, o tyle miałem cichą nadzieję, że przy tej okazji schowamy do kieszeni pasję do narzekania i nie wykorzystamy momentu do politycznych wojenek. I to nie tylko na szczeblu centralnym, o nie. Na krakowskim podwórku też mamy kreatywną społeczność w tym względzie. Gdy zaraz po wybuchu wojny zobaczyłem mema pt. „chwilę mnie nie było, bo przekwalifikowywałem się ze specjalisty od COVID na analityka wojennego”, nawet się uśmiechnąłem. Nie przywiązywałem do tego jednak żadnej większej uwagi i to był błąd, bo twórca tego mema nie żartował. Po początkowym zrywie, o którym już wspominałem, szybko do głosu doszły smerfy Marudy, ale zarazem wybitni specjaliści od zarządzania sytuacją kryzysową, organizacji pomocy, logistyki i można by tak długo. I o ile nigdy nie jest tak, żeby nie mogło być lepiej, to w Krakowie, w którym znajduje się 90 tys. osób, nie wydaje się, by było tak źle, jak przekonują wspomniani specjaliści od wszystkiego. I żebym został dobrze zrozumianym, ciężko posądzić mnie o patrzenie na urzędników i włodarzy nie tylko Krakowa przez różowe okulary. Jako obserwator staram się uwydatniać absurdy wszędzie i wbijać szpilę tam, gdzie jest na to miejsce. Czasem jednak odpowiedzialność i dojrzałość wymaga od nas, byśmy z pewną refleksją spoglądali na otaczający nas świat i co ważniejsze… przez szerszy horyzont. Ten jest tu niezwykle istotny, bo cała krytyka, która spadła na władze Krakowa i na organizatorów pomocy dla Ukraińców pochodzi od osób, które w życiu organizowały co najwyżej urodziny dziadka Heńka lub spotkanie miłośników wróbla Macieja w osiedlowym czy miejskim domu kultury. Ja rozumiem, że każdy może mieć jakieś obserwacje, każdy ma swoje przemyślenia i czasem nawet dobre pomysły, ale publikowanie ich w Internecie w poście, który rozpoczyna się od reklamy naszego prywatnego biznesu- chyba żeby uwiarygodnić, że jesteśmy królami życia, jest co najmniej zabawne, ale sądząc po liczbie panicznych komentarzy i reakcji, skuteczne. Zacznijmy od tego, że wojna na Ukrainie dotyka każdego z nas, obrazki, jakie widzimy w różnych mediach, czy w Internecie rozdzierają serca i burzą nasze poczucie życia w bezpiecznym świecie, w którym wojna konwencjonalna pojawia się jedynie w podręcznikach od historii. Serce rozdarte raz obrazkami z wojny, rozpada się na milion kawałków podczas odwiedzin takich miejsc, jak wszem wobec krytykowany dworzec główny w Krakowie. Matki z małymi dziećmi koczujące na torbach czy na ziemi, tysiące ludzi, wolontariusze próbujący dotrzeć z pomocą i harcerze, którzy starają się zaopiekować wszystkimi dookoła- to nie może nie poruszyć serc i wzbudzać skrajnych emocji, ale sztuką jest przekuć odczucia i emocje w działanie. Tylko o jakie działanie nam chodzi? Zarządzanie kryzysem, to wyższy level niż planowanie wakacji bądź imprezy dla znajomych. Ktoś, kto nie zdaje sobie z tego sprawy publikując w sieci wylew hejtu i krytyki, pokazuje jedynie, jak bardzo mało wie o świecie, w którym żyje i procesach warunkujących to życie. Chodzi konkretnie o argumenty typu „jest tyle firm eventowych, które zorganizowałyby to charytatywnie, jest tylu specjalistów, którzy poproszeni o pomoc z pewnością by pomogli, jest tyle hoteli i pensjonatów, które za darmo się otworzą i przyjmą uchodźców”, jesteście pewni? Oczywiście możemy założyć, że w urzędzie miasta pracują jedynie obsadzeni przez wujków i ciotki idioci, którzy nie potrafią wpaść na pomysły, które rodzą się w przeciągu sekundy w głowie każdego internauty i mieszkańca odwiedzającego dworzec główny. No tak! To niewiarygodne, że Kraków jako drugie największe miasto w Polsce, operującego gigantycznymi budżetami jeszcze w ogóle funkcjonuje, bo specjaliści zamiast w urzędzie siedzą na grupach miejskich aktywistów. Dzięki Bogu, że to się jeszcze jako tako kupy trzyma, sklepy działają, inwestycje same się realizują z rozpędu, komunikacja miejska jeździ, choć przecież ogarnięciem tak dużej liczby połączeń autobusowych i tramwajowych nie powinna zajmować się małpa na oślep wciskająca przyciski, a jednak… Ja wiem, że wielu z Was angażuje się i angażowało przed wojną w pomoc dla potrzebujących, dla biednych i bezdomnych zwierząt, w różnego rodzaju zbiórki i akcje charytatywne. Pamiętajmy jednak, że jest wojna, a informacje, które otrzymujemy z mediów, to jakieś 50 proc. tego, co dzieje się naprawdę. Czy sterują tym masoni i loże, które chcą nami manipulować i nas okłamywać? Nie do końca, ale wiele informacji nie jest podawanych, bo mogłyby wywołać określone i doskonale poznane przez lata w psychologii zachowania społeczeństwa, które byłyby niepożądane, zbyt ogólnikowo? To posłużmy się konkretnymi przykładami. W Internecie jednym z zarzutów wobec władz miasta jest zawieszenie formularza, który pozwalałby ludziom na oferowanie miejsc noclegowych dla uchodźców w swoich domach i mieszkaniach, skandal. Przecież wiceprezydent Kulig sam przyznał, że możliwości Krakowa wyczerpały się, przyjmując ok. 90 tys. Ukraińców, a urząd miasta zamyka możliwość poszerzenia tej bazy o tak wiele dobrych serc? A może, zamiast wieszać psy i rzucać błotem warto pomyśleć dlaczego? Pewne wypowiedzi rządzących mogą być nawet wskazówką: „miały miejsce niefortunne zdarzenia”. Tak, choć trudno w to uwierzyć, ale wiele osób postanowiło wykorzystać wojnę do wykorzystania uchodźców, by się wzbogacić (oferując teoretycznie darmowy nocleg), a w mediach już pojawiły się pierwsze doniesienia również o innym wykorzystywaniu… seksualnym. Nietrudno jest walić w urząd i polityków, bo z założenia to kłamcy i nieroby, ale może jednak warto włożyć głowę pod zimną wodę i spróbować przeanalizować sytuację i spojrzeć na to z innej perspektywy. Trudno za to wyobrazić sobie sytuację, by bez odpowiednich regulacji prawnych (bo żyjemy w państwie prawa ponoć), urząd autoryzował i polecał noclegi, które nie zostały poddane weryfikacji. Założę się, że pierwszym głazem rzuconym do ogródka urzędników w przypadku np. nieuczciwego zachowania właściciela takiej nieruchomości wobec uchodźców, byłoby „Dlaczego nikt tego nie sprawdził, przecież są urzędnicy”. Nie brakuje ataków za zamykanie miejsc dla uchodźców- choć tak naprawdę, są oni przenoszeni do lepszych lokalizacji z węzłami sanitarnymi i innymi udogodnieniami, które nieco bardziej przypominają „godne warunki życia” niż nocleg na leżance w hali sportowej, która notabene ma swoje umowy i plany, które nie zawsze idą w parze z wyobrażeniami mieszkańców. Dlaczego uchodźcy nie są zatem lokowani w miejscach, które wciąż oferują wolne miejsca i dobre warunki? Bo może nie chcą… i to, mimo że jakiś clown powie, że jest inaczej, bo rozmawiał z 8561 uchodźcami podczas miłej pogawędki na dworcu. Wydaje mi się prawdopodobne, że osoby te nie przyjechały do Krakowa na wycieczkę i oprócz często jednej czy dwóch toreb z dobytkiem życia, wiozą również ogromny strach o przyszłość swoją i swoich dzieci, stres przed nieznaną kulturą, krajem i językiem i wreszcie traumę wojenną. Bo choć nie widać tego na pierwszy rzut oka z poziomu ruchomych schodów dworca głównego, to są tam miejsca, gdzie rozgrywają się prawdziwe dramaty, takie jak próby samobójcze, załamanie nerwowe, ataki paniki. Trudno sprawić, by na dworcu pojawiły się setki psychologów, choć niektórym może się wydawać, że skoro oni pomagają, to zapewne wystarczy odezwać się do 100 krakowskich gabinetów i każdy psycholog rzuci swoją pracę i ruszy z pomocą na dworzec, nie- tak jest tylko w bajkach. A skoro mamy do czynienia z tak skrajnymi emocjami, to nikt nikogo nie zmusi do tego, by wsiadł do busa i pojechał do Pcimia albo innej Wólki i tam schronił się przed wojną, choć uciekając z Ukrainy, jedyne co wiedział o Polsce, to ładny bogaty Kraków i Warszawa… Wymieniać można długo, ale po co ułatwiać życie innym, zamiast po prostu sprowokować ich do myślenia? Może czasem warto wyjść z założenia, że nie wszyscy są putinami (nie zasługuje na dużą literę) i chcą stłamsić uchodźców w niegodziwych warunkach i doprowadzić do katastrofy humanitarnej. Może zatem, zamiast rzucać słownymi „koktajlami Mołotowa” warto ochłonąć i pomyśleć. Oczywiście jest też druga strona medalu, w którą niektórym ciężko uwierzyć. Sytuacje kryzysowe są doskonałym momentem i okazją do zbijania kapitału politycznego, wiem- brzmi aż niewiarygodnie, ale tak jest. O tym, że w naszym kraju i na lokalnym podwórku od lat toczy się wojna niby dobrych z niby złymi i odwrotnie, nikogo nie trzeba dodatkowo przekonywać. Widać to na każdym głosowaniu w Sejmie i na każdej Sesji Rady Miasta Krakowa. Jako obserwator patrzę na to jednak z zupełnie innej perspektywy i zawsze bawię się przy tym doskonale. Bo jak nie uśmiać się, gdy gromy na władze miasta ciskają osoby, które zachowują się jak york, względnie inny mały psiak schowany za bramką swojej posesji. Jestem najlepszy, robisz to źle, ja zrobię lepiej… to zrób i nie tłumacz się, że nie masz takich możliwości, jak władze miasta, bo jeszcze nikt Ci na tyle nie zaufał, żeby obsadzić Cię na stołeczku. Wręcz przeciwnie- możliwości masz większe, bo nie obejmują Cię żadne przepisy, ustawy, uchwały, zalecenia, rekomendacje i miliard innych urzędniczych i biurokratycznych obostrzeń, które często potrafią związać ręce nie tylko urzędnikowi, ale przedsiębiorcy, czy zwykłemu obywatelowi. Chwała za pomoc wszystkim tym, którzy dzielą się wszystkim, co mają, przygotowują kanapki, organizują transport, pomagają przy opiece nad dziećmi, angażują się w szukanie miejsc pracy dla uchodźców, CHWAŁA WAM. Może jednak czas dorosnąć i zorientować się, że żyjemy w społeczeństwie i obraz wielkiej solidarności Polaków, za którą podziwiają nas na zachodzie, powinien odnosić się również do lokalnego podwórka. Jeśli zatem pomagamy, to pomagajmy też sobie nawzajem i nie traktujmy tych ludzi z urzędu jak putina i najgorszego wroga. Skoro oni nie dają rady, to być może z jakichś powodów. I choć ciężko w to uwierzyć- a sprawdziłem osobiście, to ci ludzie mówią w języku polskim i nie dość, że potrafią nas zrozumieć, to umieją również odpowiedzieć. Chodzi jedynie o dobrą wolę nas wszystkich, którzy zostali wystawieni na sytuację, jakiej nie planowali. Nikt nie spodziewał się na początku roku, że do Krakowa spłyną setki tysięcy uchodźców, którzy będą nieśli ze sobą ciężar takiego kalibru. Zanim więc rzucisz kamieniem, zastanów się, czy nie warto go zostawić na putina. TP