ZBIGNIEW ZAWADZKI: najświeższe informacje, zdjęcia, video o ZBIGNIEW ZAWADZKI; Teresa Rubinowska (1931 - 4.10.2018) Wyborcza.pl Wanda Warska nie żyje. W
Zbigniew Zagórski was born on month day 1927, to Wilhelm Zagórski and Stefania Maria Antonina Zagórski (born Zawadzki). Wilhelm was born on February 10 1891, in Lwów. Stefania was born on June 15 1905, in Lwów.
Informacje dotyczące pogrzebu nie są nam jeszcze znane i zostaną podane w późniejszym terminie" - dodała rodzina muzyka: Małgorzata Namysłowska, Jacek Namysłowski, Maria Dobrosława Rumińska. Zbigniew Namysłowski urodził się 9 września 1939 r. pod Warszawą.
Bezbolesna i szybka laseroterapia, przywracająca ostrość wzroku bez konieczności używania okularów lub soczewek kontaktowych. W OCHO używamy laserów zaliczanych do złotego standardu laserowej korekcji wad wzroku oraz lasery do korekcji krótkowzroczności. Korygujemy krótkowzroczność od -1,0 do -8,0 Dsph; astygmatyzm do 4,5Dcyl
Nie żyje Zbigniew Wodecki. Słynny piosenkarz, kompozytor i muzyk zmarł w Warszawie w poniedziałek, 22 maja. Miał 67 lat. Zobacz na przyczyny śmierci - co umarł.
fot. PJJ TV. Dr Zbigniew Hałat nie żyje? Na profilu byłego ministra zdrowia pokazał się w piątek zastanawiający wpis. „Z głębokim żalem zawiadamiamy, że 17 kwietnia zmarł Zbigniew Hałat – mąż, ojciec, dziadek. Uroczystości pogrzebowe już się odbyły. Pogrążona w smutku rodzina” – czytamy na Twitterze.
Chociaż z biegiem lat wokół całej sprawy przybywa kolejnych wątpliwości, a szanse rozwikłania zagadki maleją, jedno jest pewne: generał Zagórski nie zaginął, lecz został zamordowany. Tomasz Stachurski , Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Zbigniew Stonoga z nakazem opuszczenia Holandii. "Jadę do Polski na pewną śmierć". Zbigniew Stonoga z nakazem opuszczenia Holandii. Sąd w Amsterdamie orzekł wobec Zbigniewa Stonogi nakaz
Kłodzko. Nie żyje trzyletnia dziewczynka. Trzyletnia dziewczynka zmarła w nocy z piątku na sobotę w szpitalu w Kłodzku na Dolnym Śląsku. Ze wstępnych ustaleń wynikało, że przyczyną
Nie żyje Zbigniew Namysłowski. Miał 82 lata. 'Saksofonem i kompozycjami komunikował się ze światem najszczerzej i najgłębiej' - napisała rodzina artysty, informując o jego
Opc8y01.
Historia parafii Najświętszej Maryii Panny Śnieżnej w Drobnicach Po raz pierwszy o wsi Drobnice mamy dane z 4 pażdziernika 1425 roku. Umieścił ją Marcin z Kalinowy w swoim dokumencie. Był on kasztelanem sieradzkim i starostą wieluńskim. Drobnice w tym czasie należały do arcybiskupstwa gnieźnieńskiego. Drobnice istniały przed powstaniem parafii w Osjakowie. W dniu 12 sierpnia 1975 roku w Drobnicach biskup Stefan Bareła erygował ekspozyturę w Drobnicach, a w dniu 15 czerwca 1977 roku parafię. Pierwszy proboszcz ks. Leonard Zagórski wybudował wraz z ludźmi plebanię w czynie społecznym. Ks proboszcz Edward Kosior wybudował tu kościół, który poświęcił 16 listopada 2002 roku ks. arcybiskup metropolita częstochowski Stanisław Nowak. Wcześniej stała tu drewniana kapliczka. Kościół budowali parafianie w czynie społecznym i z własnych materiałów. Proboszczowie: Zagórski - nie żyje Ks. Tadeusz Kańtoch- nie żyje Ks. Edward Kosior - Dom Księży Emerytów w Częstochowie Ks. Zbigniew Witecki- obecnie proboszcz parafii w Rząśni Ks. Dariusz Szczepańczyk- obecny
Urodził się 17 lipca 1935 roku w Cumaniu w powiecie łuckim. Po wojnie jako repatriant trafił do Gdańska. W młodości chciał zostać siatkarzem, zgłosił się z kolegą do miejscowego AZS, ale trener Jerzy Lelonkiewicz przekonał go do koszykówki. W 1954 r. jego drużyna zwyciężyła w rozgrywkach Centralnej Spartakiady. W tym samym roku Dregier zadebiutował na najwyższym szczeblu rozgrywek ligowych, już barwach Spójni. Krajową karierę kończył po 11 latach występów w trzecim gdańskim klubie – Wybrzeżu, z którym wywalczył srebrny (1970) i dwa brązowe medale (1964, 1968) mistrzostw Polski. Jeszcze większe sukcesy mierzący 180 cm koszykarz odnosił w reprezentacji kraju. Z drużyną prowadzoną przez trenera Witolda Zagórskiego trzykrotnie stawał na podium mistrzostw Europy (srebro 1963, brąz 1965 i 1967), zajął piąte miejsce w mistrzostwach świata (1967), dwukrotnie uczestniczył w igrzyskach olimpijskich (1960 – 7. miejsce, zespół prowadził Zygmunt Olesiewicz, 1964 – 6. lokata). Najbardziej pamiętne osiągnięcie to oczywiście mistrzostwa Europy we Wrocławiu w 1963 roku, gdzie biało-czerwoni wywalczyli jedyny w historii polskiej męskiej koszykówki srebrny medal. Z dziewięciu spotkań turnieju przegrali tylko dwukrotnie z reprezentacją Związku Radzieckiego, w półfinale wygrywając z wicemistrzem świata Jugosławią. „Jest najniższym zawodnikiem naszego zespołu, jednak dzięki doskonałej sprawności, skoczności i refleksowi świetnie radzi sobie w defensywie ze znacznie wyższymi zawodnikami” – tak przedstawiono go w oficjalnym programie mistrzostw. Dregier został uznany za najlepszego technicznie koszykarza turnieju. Zawodnik z numerem „15” wystąpił we wszystkich meczach Polaków, osiem rozpoczynał w pierwszej piątce. We Wrocławiu okazał się czwartym strzelcem zespołu ze średnią 8,3 pkt – za Mieczysławem Łopatką (16,1), Bogdanem Likszo (11,9) i Januszem Wichowskim (11,0). Liczby asyst w tamtym okresie nie podawano w pomeczowych sprawozdaniach. Zdobycze punktowe to tylko niewielka część jego wkładu w siłę drużyny, która potem przez kolejne lata wyróżniała się w Europie i na świecie. Trener Zagórski stawiał go w trójce najlepszych zawodników w historii polskiej koszykówki - obok środkowego Mieczysława Łopatki i skrzydłowego Janusza Wichowskiego. Słynny szkoleniowiec miał w nim dodatkowego asystenta na boisku. Dregier był przedłużeniem jego trenerskiej myśli, który często wyprzedzał jego reakcje, podpowiadał i egzekwował od kolegów właściwe zachowania na parkiecie. „Jako zawodnik robiłem wiele rzeczy. W trakcie gry zmieniałem system obrony: z indywidualnej na zonę i odwrotnie, by maksymalnie utrudnić grę rywalom. Zdarzało się, że trener nie wiedział nawet, ile razy ja to zrobiłem. Był taki moment, że dwóm naszym centrom zmieniłem przydzielonych do krycia zawodników. Jeden z nich, bardzo skoczny i dobry zawodnik, dawał się nabierać rywalowi. Wiec zamieniłem im role. Ten drugi środkowy był spokojny, wolniej reagujący i przeciwnik robiący te zwody nie mógł sobie z nim poradzić. Ich trener musiał zmienić taktykę. - Inna sytuacja: w meczu o Puchar Pięciu Narodów gramy już ponad dziesięć minut, a kosz rywali jest jak zaklęty. Postawili przecim nam strefę i nie możemy trafić. Co ktoś rzuci, odbija się od obręczy. W pewnym momencie podszedłem do Andrzeja Pstrokońskiego, który wcześniej kilka razy nie trafił i mówię kategorycznie: „Rzucaj, nie przestawaj!”. Zmusiłem go do kolejnej próby. On wyprostował rękę i trafił. Kosz przestał być zaklęty i gra potoczyła się już normalnie” – przypomniał Dregier. W zespole miał posłuch i autorytet. Niejednokrotnie rozsądzał kwestie sporne, do jakich dochodziło między kadrowiczami, był też ich powiernikiem. „Pewnego razu przychodzi do mnie zawodnik i pyta: +Zbyszek, dlaczego Witek Zagórski nie wpuszcza mnie w pierwszej piątce?+ Mógłbym powiedzieć coś do trenera, ale wytłumaczyłem mu dlaczego i okazało się, że pomogło. Chłopak zaakceptował swoją rolę w drużynie. Autorytet? Może dlatego, że jak byłem w wojsku, to przez dwa lata w CWKS Bydgoszcz byłem i zawodnikiem, i trenerem, i kapitanem drużyny. Musiałem dbać o wszystko – patrzeć, co robią zawodnicy. Potem przekonałem się, że mogłem to przekazać kolegom w kadrze” - wyjaśnił. Kolega ze srebrnej wrocławskiej ekipy, skrzydłowy Stanisław Olejniczak podkreśla, że swoją pozycję w drużynie rozgrywający wywalczył sobie umiejętnościami i postawą na boisku. Wynikała też ona z koncepcji gry, jaką wprowadził selekcjoner. "Dawniej, jeszcze przed erą Zagórskiego, nie było zasady, że grę prowadzi jeden konkretny zawodnik. Nie – było dwóch obrońców, dwóch skrzydłowych, środkowy. Nie było prowadzącego, obrońcy grali równo. Natomiast Witek – myślę, że to były wzory amerykańskie - dał Dregierowi określone uprawnienia. Nastawił go, że ma tę grę prowadzić. Pilnować tego, żebyśmy grali to, czego nauczyliśmy się na treningach i ustalili na odprawie. Zdobywanie punktów należało do pozostałych czterech. Od czasu do czasu, z zupełnie wolnej pozycji, Zbyszek rzucał, ale trzymał się określonych miejsc na boisku, zawsze był przy wyprowadzaniu piłki. Wszystko przechodziło przez jego ręce. To była metoda Zagórskiego – playmaker ma pilnować wszystkiego" - zaznaczył 82-letni były koszykarz Lecha Poznań i Legii Warszawa. Mistrzostwa Europy 1963 to jeden z najwspanialszych momentów w karierze Dregiera. Na koniec roku został wybrany najlepszym sportowcem woj. gdańskiego. „Byłem wtedy jako rozgrywający naprawdę w dobrej formie. Żałuję tylko, że dwa lata wcześniej nie pojechałem na ME w Belgradzie, bo wtedy miałem chyba jeszcze lepszą formę niż we Wrocławiu. Pojechał zamiast mnie zawodnik Wisły Kraków. We władzach PZKosz było trzech „krakusów”, więc wzięli jego, tłumacząc, że ja byłem na olimpiadzie w Rzymie, więc teraz on pojedzie na mistrzostwa Europy. Ani jeden, ani drugi z powołanych wtedy tym trybem nie byli nawet na żadnym treningu ani sparingu kadry. Trener Zagórski, który dopiero co przejął reprezentację, niewiele miał do powiedzenia. To było dla mnie bardzo przykre, bo byłem pewniakiem do wyjazdu, ale nie załamałem się” – przypomniał jedno z większych rozczarowań w karierze. W reprezentacji Dregier występował na czterech kontynentach, z wyjątkiem Australii. W 198 spotkaniach, co daje mu 10. miejsce w zestawieniu wszech czasów, zdobył 815 punktów (średnia 4,12). Na boiskach ligowych rozegrał 223 mecze, zdobywając 2852 pkt (śr. 12,8). W sezonie 1958/59 w barwach Spójni zdobywał średnio 20,3 pkt, plasując się w dziesiątce strzelców ligi. Dwa lata wcześniej był liderem drugoligowej Zawiszy, zdobywając 26 pkt na mecz. Właśnie z drugiej ligi został powołany do reprezentacji Polski, co zbyt często się nie zdarza. Nie pojechał jednak na zgrupowanie przed mistrzostwami Europy, gdyż jego przełożeni w jednostce uważali, że ważniejszy jest mecz wojskowych drużyn w Białymstoku. W czempionacie Starego Kontynentu zadebiutował dwa lata później, w 1959 roku. Po powrocie na najwyższy poziom rozgrywkowy w kraju, już w barwach Wybrzeża, w ośmiu kolejnych sezonach zdobywał średnio powyżej 10 punktów. Najskuteczniejszy był w połowie lat 60. – 17,3 pkt (1963/64) i 15,4 (1964/65). W sezonie 1967/68 w pierwszym plebiscycie miesięcznika „Sportowiec” na najlepszych koszykarzy rozgrywek znalazł się w czołowej piątce obok Wiesława Langiewicza, Mieczysława Łopatki, Kazimierza Frelkiewicza i Bogdana Likszo. „W kadrze byłem przede wszystkim rozgrywającym. Pracowałem dla całej drużyny. Byłem zawodnikiem takim, że nie pozwoliłem, by którykolwiek z rywali mnie zlekceważył. Byłem groźny i w obronie, i w ataku, i jako rozgrywający. Bardziej jednak nastawiałem się na podawanie, konstruowanie. W klubie rozgrywającym był Andrzej Jezierski, więc uznaliśmy, że mogę sobie porzucać” - wyjaśnił. „Znamy się od lat. Od momentu gdy w sezonie 1959/60 przeszedł do Wybrzeża aż do zakończenia jego kariery w kraju cały czas wspólnie wojowaliśmy. Szkoda go było na pozycję rozgrywającego. Znałem go jeszcze z występów w Spójni, gdzie zdobywał po 30-40 punktów. Miał dobry rzut, szczególnie z wyskoku. Umówiliśmy się, że nie będzie prowadził gry, tylko będzie wykonawcą. Ja podjąłem się rozgrywania. W drużynie zawsze był uważany za czołowego zawodnika. Namawiałem go, żeby jeszcze rok dłużej został w Wybrzeżu. On starał się o wyjazd do Francji. I tak się złożyło, że tak wybitny zawodnik nie zdobył mistrzostwa Polski. Gdy odszedł, w następnym roku zdobyliśmy pierwszy tytuł dla Wybrzeża. Tym bardziej wywalczylibyśmy go przy jego udziale” – opowiada Jezierski. Przyjaźń między zawodnikami „Gdańskich Korsarzy” pozostała do dziś. Dregier, po wyjeździe – za sprawą kolegi z reprezentacji Janusza Wichowskiego - do Francji na początku lat 70., na krótki kontrakt, tam ułożył sobie życie. Mieszka w prowansalskim Les Lombards. „Byliśmy kolegami na boisku i pozostajemy nimi w życiu prywatnym. Nasze żony kończyły tę samą szkołę, zresztą ja także. W zasadzie wszędzie bywaliśmy razem. Gdy wyjechali do Francji, zdarzało się, że co dwa lata ich odwiedzaliśmy. Najpierw, gdy mieszkali na północy, teraz na południu. Ostatnio byliśmy u nich we wrześniu 2018 roku. W zasadzie dzięki nim znamy całą Prowansję” – podkreślił Jezierski. Na pytanie, co dała mu koszykówka, sport, Zbigniew Dregier odpowiada: „Na pewno była to przyjemność, także możliwość podróżowania. Korzyści finansowych nie miałem żadnych. Jak wyjechałem do Francji, to tyle, że miałem pracę. Dzięki niej doszliśmy do wszystkiego. Jestem zadowolony, że mogłem wychować dwoje dzieci, teraz cieszę się trojgiem wnuków” – zakończył jubilat.
W zapomnieniu odeszła jedna z jnajwiększych seksbomb PRL-u, aktorka i modelka Teresa Tuszyńska (+54 l.). Widzom zapisała się w pamięci rolą w filmie Janusza Morgensterna „Do widzenia, do jutra”. W pewnym momencie wpadła w alkoholizm i zniknęła całkowicie z show-biznesu. Żyła samotnie. Zmarła w 1997 roku. O śmierci Niny Gocławskiej (+51 l.), stewardesy z serialu „07 zgłoś się”, także dowiedzieliśmy się dużo później. Tancerka po sukcesie serialu prowadziła razem z Niną Terentiew program „Piękni i wspaniali”. Niestety potem pochowała męża, ojca i teściową. Sama zmarła na nowotwór 18 marca 2009 roku w Warszawie. Zbigniew Mazurek – biznesmen i aktor amator. Razem ze Zbigniewem Buczkowskim zagrał w filmie Janusza Kondratiuka „Złote runo”. Wielu upatrywało w duecie potencjał, jaki mieli Himilsbach i Maklakiewicz. Aktor zmarł 2 grudnia 2012 roku w swoim domu na Bermudach. Poza aktorstwem Mazurek zajmował się także hodowlą koni i biznesem. Po emigracji do Francji dorobił się majątku na handlu częściami do okrętów. Maria Probosz (+49 l.) – aktorka uważana za seksbombę lat 80. Pojawiła się w „Tulipanie”, „07 zgłoś się”, „Porno” Marka Koterskiego i w „Pograniczu w ogniu”. Była żoną Marka Probosza, aktora „M jak miłość”. Zmarła 14 grudnia 2010 roku. W mediach informacja o jej śmierci pojawiła się dopiero przy okazji pogrzebu na łódzkim cmentarzu Zarzew. Lucyna Grobicka (pogodynka „Mgiełka”). Przez widzów Lucyna Grobicka nazywana była Mgiełką. O tym, że była ciężko chora, wiedziało bardzo mało osób. Media dowiedziały się o śmierci „Mgiełki” z opóźnieniem. Pod koniec życia rzuciła posadę w ambasadzie w Brazyliii. Nie wychodziła z domu i nie kontaktowała się prawie z nikim. Zmarła 6 grudnia 2013 roku. Miała 50 lat. Urszula Modrzyńska (Jagienka z „Krzyżaków”). W latach 80. wycofała się jednak z aktorskiego życia z powodu choroby. Zmarła 11 grudnia 2010 r. w Łodzi. Razem z mężem Zbigniewem Józefowiczem (+91 l.), aktorem zmarłym w sierpniu 2016 roku, pochowana jest na cmentarzu na Dołach w Łodzi. Ich grób jest bardzo mały i skromny. Miała 82 lata. Wojciech-Cacko Zagórski (+88 l.) zmarł 29 kwietnia w zupełnym zapomnieniu. Informacja o jego śmierci wypłynęła dopiero dwa dni przed jego pogrzebem. Aktor został pochowany 13 maja na Starych Powązkach w Warszawie. Wojciech Cacko-Zagórski znany był z komedii Stanisława Barei "Co mi zrobisz jak mnie złapiesz?", "Brunet wieczorową porą", czy "Konopielka". Przez charakterystyczną urodę i aktorską manierę obsadzano go też w rolach służących (np. w "Karierze Nikodema Dyzmy" i "Znachorze"). Eugeniusz Pach (+86 l.) był popularnym spikerem telewizyjnym w latach 60. i 70. W TVP pracował ponad 25 lat. Dziennikarz brał udział w powstaniu warszawskim, był rajdowcem. Zmarł w zapomnieniu w lutym 2016 roku. Jerzy Próchnicki (+85 l.) znany był przede wszystko z roli Kisiela w "M jak miłość". Zagrał także w "Rozmowach kontrolowanych". Aktor Jerzy Próchnicki zmarł 4 lutego 2016 roku w Warszawie. Informacja o jego śmierci pojawiła się dopiero dzień po pogrzebie, który odbył się 10 lutego na Starych Powązkach. Wojciech Skibiński ("Bulionerzy", "Wesele" i "Tygrysy Europy") zmarł 4 marca 2016 roku. Niestety o jego śmierci poinformował jedynie niszowy portal Został pochowany na Starych Powązkach w Warszawie. Miał 86 lat. 4 sierpnia w Brodnicy zmarł aktor i żeglarz Ryszard Faron (+65 l.), który zasłynął przede wszystkim rolą "studenta" w filmie „Przepraszam, czy tu biją?” w reżyserii Marka Piwowskiego. Aktor zmarł w zupełnym zapomnieniu. Wiadomość o jego śmierci trafiła do mediów dopiero na początku września.